Co by było gdyby wojna rzeczywiście wybuchła? Jej widmo nigdy przecież nie było tak blisko i tak realne.
Spojrzenie na mój stan "posiadania" z perspektywy potencjalnego uchodźcy spowodowało, że rzeczy, którymi się otaczam straciły zupełnie znaczenie.
Co zabrałabym gdyby trzeba było uciekać? Na pewno nie całą szafę ubrań.
Na liście "rzeczy" do zabrania znalazł się mój pies. Tak, o niej pomyślałam w pierwszej kolejności a potem długo długo nic.
Tak naprawdę to pojemność mojego ewakuacyjnego bagażu zdecydowałaby o liczbie rzeczy, które by się w nim znalazły. Drugim czynnikiem byłby czas jakim dysponowałabym na spakowanie go.
Tak naprawdę to pojemność mojego ewakuacyjnego bagażu zdecydowałaby o liczbie rzeczy, które by się w nim znalazły. Drugim czynnikiem byłby czas jakim dysponowałabym na spakowanie go.
Na pewno założyłabym na siebie najtrwalsze w moim mniemaniu ubrania (w tym wypadku moją górską odzież, którą zgromadziłam na 1 półce - co umożliwia zaoszczędzenie czasu na kompletowanie jej przy każdym wyjeździe).
Pewnie próbowałabym stworzyć w ekspresowym tempie coś na kształt kit survival.
Rzeczą z którą prawie nigdy się nie rozstaję na wyjazdach jest aparat fotograficzny, latarka. Staram się mieć ze sobą zapałki i wodę.
Do listy dorzucam:
- śpiwór
- nóż
- kubek
- dokumenty
- radioodbiornik
To chyba moje minimum.
Dochodzę do wniosku, że obecna sytuacja może sprzyjać porządkowaniu i wartościowaniu rzeczywistości początkującemu minimaliście.
