środa, 5 marca 2014

Co by było gdyby...

Ostatnie dni i wydarzenia na Ukrainie sprowadziły do mojej głowy myśli na temat ewentualnych kroków na wypadek wybuchu wojny.
Co by było gdyby wojna rzeczywiście wybuchła? Jej widmo nigdy przecież nie było tak blisko i tak realne.

Spojrzenie na mój stan "posiadania" z perspektywy potencjalnego uchodźcy spowodowało, że rzeczy, którymi się otaczam straciły zupełnie znaczenie. 
Co zabrałabym gdyby trzeba było uciekać? Na pewno nie całą szafę ubrań. 
Na liście "rzeczy" do zabrania znalazł się mój pies. Tak, o niej pomyślałam w pierwszej kolejności a potem długo długo nic.
Tak naprawdę to pojemność mojego ewakuacyjnego bagażu zdecydowałaby o liczbie rzeczy, które by się w nim znalazły. Drugim czynnikiem byłby czas jakim dysponowałabym na spakowanie go. 
Na pewno założyłabym na siebie najtrwalsze w moim mniemaniu ubrania (w tym wypadku moją górską odzież, którą zgromadziłam na 1 półce - co umożliwia zaoszczędzenie czasu na kompletowanie jej przy każdym wyjeździe).
Pewnie próbowałabym stworzyć w ekspresowym tempie coś na kształt kit survival.    
Rzeczą z którą prawie nigdy się nie rozstaję na wyjazdach jest aparat fotograficzny, latarka. Staram się mieć ze sobą zapałki i wodę. 
Do listy dorzucam:
- śpiwór
- nóż
- kubek
- dokumenty
- radioodbiornik
To chyba moje minimum.
Dochodzę do wniosku, że obecna sytuacja może sprzyjać porządkowaniu i wartościowaniu rzeczywistości początkującemu minimaliście.   


poniedziałek, 20 stycznia 2014

Jednorazowym mówię nie

Wszystko co jednorazowe działa na mnie odpychająco. Przede wszystkim plastikowe kubki i woreczki, które najczęściej zaraz po użyciu lądują w koszu (to jest wizja pożądana, ale zdarza się w naszym pięknym kraju, że wyrzucane są gdzie popadnie). Cierpieniem dla mnie było codzienne pakowanie bułki w sklepie do jednorazowego woreczka (który swoją drogą jednorazowy być nie musi) gdyż mój sklep nie był wyposażony w ich papierowe odpowiedniki. Chcąc temu zaradzić zakupiłam na allegro dwa lniane woreczki z przeznaczeniem specjalnie na pieczywo. Od tej pory kupując rano bułkę, pakuję ją do mojego lnianego woreczka bez wyrzutów sumienia. Być może panie zza lady dziwnie na mnie patrzą, ale najważniejsze, że nie produkuję codziennie kolejnego śmiecia.

sobota, 18 stycznia 2014

Pierwsze kroki. Od chomika do minimalisty.


Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Jestem właśnie na etapie pozbywania się rzeczy niepotrzebnych i tych z którymi trudniej mi się rozstać.
Część rzeczy już wytypowałam do pozbycia się. Niektóre próbuję spieniężyć na allegro z innymi nie wiem co zrobić?
A moja szafa na razie jeszcze przepełniona...